Wyszukiwarka

Kolejne spotkanie

 
12.12.2019r.
Spotkanie grupy starszej po Mszy św. wieczornej w "Klubie". ZAPRASZAMY!

16.12.2019r.
Spotkanie grupy młodszej po Mszy św. wieczornej w "Klubie".
Spotkanie grupy dziecięcej.











 

Świadectwa

CUDOWNA INTERWENCJA

Do wspólnoty RRN weszłam ok. 30 lat temu. Poznałam tu ks. Andrzeja Buczela, który kilka lat był moim kierownikiem duchowym. Jednak po zamążpójściu przestałam korzystać z tego daru. Przestałam też uczestniczyć w spotkaniach ruchowych. Jedyny kontakt jaki mi pozostał to duchowy przez modlitwę różańcową i śp. ks. Andrzejem, a szczególnie przez list, który kiedyś do mnie napisał… Dziś chcę dać świadectwo o jego cudownej interwencji.
Trzy lata temu usłyszałam wynik badania stawu biodrowego: biodro do wymiany. Początkowo choroba rozwijała się łagodnie, ale z każdym dniem objawy pogłębiały się: sztywność, wielki ból, bezsenność i pytanie co robić? Pomocy szukałam w modlitwie,  nieustannie towarzyszyły mi słowa modlitwy „Ojcze Nasz” – bądź wola Twoja. Moje myśli były przy Maryi i przy słowach listu o. Andrzeja Buczela, mojego kierownika duchowego sprzed 28 lat. Jego słowa, żeby nie liczyć na własne siły , nie bać się bezradności, być jak dziecko i oddać wszystko w ręce Maryi dodawały mi otuchy i były siłą , która sprawiała, że nie poddawałam się. Moim pragnieniem było więc przeżyć to cierpienie z wiarą i miłością. O pomoc prosiłam o. Andrzeja.
List o. Andrzeja adresowany do mnie 28 lat temu  otwierałam  zawsze w chwilach trudnych : cierpienie, zwątpienie, słabości fizyczne, duchowe… Teraz stał się dla mnie swoistą „relikwią”, czułam obecność o. Andrzeja i byłam przekonana, że on pomoże mi podjąć decyzję i przeprowadzi mnie przez to trudne doświadczenie. Poddałam się operacji. Byłam spokojna, operacja przebiegła sprawnie, przez cały pobyt w szpitalu czułam obecność o. Andrzeja. Wierzę, że wstawił się za mną do Boga. Dziś po kilku miesiącach czuję się bardzo dobrze, minął ból, stanęłam znowu na nogi, mogę chodzić i wracam do pełnej sprawności. Okres pobytu w szpitalu i dochodzenia do zdrowia  to czas moich „rekolekcji”, wejścia do wnętrza swej duszy, którą zaniedbałam. Jestem bardzo wdzięczna za ten czas cierpienia. Dziękuję Ci Boże, że wysłuchałeś prośby takiej grzesznicy. To prezent od Kogoś, kto zupełnie zmienił moje życie i sprawił, że na nowo nabrało sensu . Dziękuję Ci o. Andrzeju.
                                                                       4.01.2019r.               Grażynka



JEZU, UFAM TOBIE
 
Sławię Cię Panie, za to żeś mnie stworzył. Uwielbiam i wywyższam Boga w Trójcy Św. Jedynego za dar życia w rodzinie katolickiej.
Codziennie skoro świt słyszałam jak mama śpiewała Godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP przygotowując śniadanie. Natomiast późnym wieczorem, tato swoim mocnym głosem – „Wszystkie nasze dzienne sprawy”. W chwilach trudnych łączyła nas wspólna modlitwa. W maju chodziłam z mamą i rodzeństwem śpiewać Litanię Loretańską i pieśni maryjne przy kapliczce, a w październiku różaniec. Idąc do szkoły starałam się chociaż na chwilę wstąpić do kościoła, aby ukłonić się Jezusowi w Najświętszym Sakramencie, a Matkę Bożą prosiłam o dobry dzień. Zaszczepiona taką miłością do Maryi wzrastałam do coraz większej potrzeby uczestnictwa w codziennej Mszy św. Dzięki wychowaniu w chrześcijańskich wartościach i na tak przygotowanym gruncie przez rodziców  łatwiej mi było wkraczać w dorosłe życie. Wyszłam za mąż, lecz zamiast sielanki, od pierwszych chwil nie brakowało nam kłopotów. Po latach Maryja Królowa Polski dała nam wspaniały prezent. W Jej święto odebrałam klucze do upragnionego mieszkania. O, jak wielkim błogosławieństwem było mieszkanie blisko kościoła, mogłam więc uczestniczyć w codziennej Mszy św. Do wspólnego uczestnictwa zapraszałam też synów jako ministrantów.
Uwielbiam Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi… powtarzając często te słowa, pięknie upływały lata, w których nie brakowało też zmartwień i kłopotów. Wiedziałam do Kogo mam z tym wszystkim przychodzić. To Jezusowi składałam i do dziś to czynię na Eucharystii, „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”.
W parafii poszukiwałam wspólnoty, która pomogłaby mi być bliżej Jezusa. Należałam do Koła Misyjnego, Żywego Różańca, dyżurowałam też w Poradni Rodzinnej. Poszukiwałam jednak czegoś więcej. Niespodziewanie przyszła ciężka choroba. Dzięki Bogu, nie załamałam się. Postanowiłam, że muszę coś z siebie dać innym, nie mogę zatrzymać się i pozostać ze swoim problemem. Chciałam pomagać, czynić dobro z miłości, z serca, z miłości do Jezusa i Maryi. „Wielkość człowieka mierzy się miłością w służbie drugiemu człowiekowi” – św. Jan Paweł II. I dostałam kolejny prezent od Pana. Zrozumiałam, że musiała nastąpić wielka zmiana w moim życiu, abym mogła czynić coś więcej.
Praca dla ludzi niepełnosprawnych, gdzie mogłam realizować marzenia i pragnienia. Częste pobyty w szpitalach, obcowanie z chorymi pozwoliły mi spojrzeć w swoje wnętrze, ubogacały moją duszę, powiększały moją miłość do bliźniego. W modlitwę codzienną włączyłam błagalną do Ducha Świętego, aby Sam wskazał mi drogę właściwą, którą mam kroczyć i o łaskę kierownictwa duchowego: „Uwierzcie, że Bóg jest miłością” – św. Jan Paweł II. Bóg miłuje wszystkich i mnie także. Po roku otrzymałam wielką łaskę. W 1995 r. wstępuję do wspólnoty przy mojej parafii – Ruchu Rodzin Nazaretańskich – dzięki przyjaciółce. Największym darem dla mnie było kierownictwo duchowe. O, jak bardzo ukochał mnie Jezus dając mi taką łaskę. I znów moje życie wypełniło szczęście! Spotkanie z Bogiem w Eucharystii daje siłę do niesienia krzyża w codzienności i wypełnia moją duszę radością.
Nadszedł rok 1998 i jakże szczęśliwy dzień w moim życiu, 26 listopada – na ręce mojego kierownika duchowego  złożyłam akt oddania się Matce Bożej. Oddanie się Maryi to dla mnie „gwarancja”, „podpora” – czuję się tak potężna w Maryi, z Maryją i dla Jezusa przez Maryję, że przeciwności mnie nie pokonają i nie odwiodą od mojego celu, jakim jest wzrastanie do świętości w codzienności. Moimi lekturami, z którymi od lat się nie rozstaję są:
T. a Kempis „ O naśladowaniu Chrystusa”, św. Ludwik Grignion  de Montfort „Traktat o doskonałym nabożeństwie do NMP”, a także „Dzienniczek” św. Faustyny. Przez akt oddania się Maryi ufam, że obdarzona zostałam łaskami umożliwiającymi najpełniejsze zrealizowanie swojego powołania. Błagam Pana o cnotę pokory i posłuszeństwa, własnymi siłami nic nie potrafię dokonać. Każdego dnia ponawiam akt oddania się Maryi Niepokalanej i powtarzam w wielkiej pokorze i uniżeniu: „ O Jezu, oddaję Ci się, Ty się tym zajmij”
Trwam w Boże obecności, uwielbiam nieskończone Miłosierdzie Jego i błagam, aby wszczepił w moje serce żywe uczucie wiary, nadziei i miłości, oraz prawdziwą skruchę za moje grzechy. Codzienne życie dekalogiem i Eucharystią przez wielu jest niezrozumiałe i ośmieszane. Mnie to też nie oszczędza. Jestem wolna i dlatego słucham głosu Kościoła. Żyjąc Bożym duchem trwam mocno przy Panu Bogu. Przykazania dla mnie to 10 wspaniałych rad najlepszego Ojca – co robić, czego unikać, aby nie zmarnować sobie życia. Żyć po to, aby chwała Boża rozlewała się przeze mnie drogą służby i miłości. Mam komu służyć, chociażby w najbliższej rodzinie – 3 chore osoby potrzebujące mojej pomocy i wsparcia. Dlatego też nie mogę sama dysponować czasem ofiarowanym mi przez Pana i układać sobie planów. Wszystko układa mi Pan Bóg, a ja jeśli się sprzeciwiam Jego woli, to otrzymuję solidną lekcję ćwiczenia w pokorze. Jeśli upadam nie ociągam się, ale najszybciej proszę Jezusa Miłosiernego o przebaczenie w sakramencie pojednania: ‘Zmiłuj się nade mną Jezu, w ogromie Twego Miłosierdzia”. Maryja, najukochańsza Matka prowadzi mnie do Jezusa. 26 lipca 2018r. na ręce mojego spowiednika złożyłam: „ Akt oddania się Jezusowi” – czy można chcieć czegoś więcej? Wywyższam Cię! Uwielbiam Cię! Kocham Cię Panie! Duch Święty pozwala mi poznać głębię Boga i ja codziennie o to proszę ulubioną modlitwą. To Duch Święty podpowiada mi co dobre i On sprawia, że mogę się modlić. Kształtuje moje wnętrze przez natchnienia i wskazówki kierownika duchowego. On też zapalił we mnie Bożą iskrę świętości, której pragnienie ciągle mi towarzyszy, stając się nawet udręką. I znów Pan dał krzyż cierpienia i choroby, a ja myślałam, że już nic gorszego na mnie nie przyjdzie. O, jak słodka jest moja ufność, otrzymuję to co potrzebne do świętości. Ty, jeden wiesz Panie co dla mnie najlepsze. Nie chcę zmarnować danego mi cierpienia, pragnę jednoczyć się z Bogiem, powierzając siebie w Jego ręce, aby oczyścić swoją duszę z pychy, egoizmu, zmysłowości, ambicji… Przez chorobę stałam się bardziej czuła i bliska cierpieniom innych ludzi.
Czasami lękam się, aby trudne przeżycia, krytyka, posłuszeństwo czy cierpienie  nie wywołało we mnie buntu i protestu, ale bym umiała powiedzieć: „Jezu, ufam Tobie”. Proszę Cię Maryjo, ucz mnie żyć w najpełniejszym zdaniu się na Boga i w całkowitym zawierzeniu się Tobie we wszystkim. Umacniaj we mnie wiarę w nieskończoną Wszechmoc i Miłosierdzie Boże, które ogarnia wszystkich ludzi i cały wszechświat. Ty, Panie spraw, aby moje życie było świadectwem Twojej Miłości. Amen
                                                                                                 Stanisława
 



Św. Józef, patron rodzin

  Pragnę podzielić się jaką łaską  obdarzył mnie Pan Bóg za wstawiennictwem św. Józefa. Potrzebowałam zmienić zużyty już i w związku z tym niezbyt bezpieczny samochód. Dość długo szukaliśmy razem z mężem w internecie, w pobliskich punktach sprzedaży samochodów używanych. Nosiliśmy  się nawet z zamiarem sprowadzenia z Niemiec czy Francji co pociągało za sobą spory nakład czasu, pieniędzy dodatkowych na paliwo, także spory wysiłek fizyczny. Wreszcie przypomniałam sobie jak kilka lat wcześniej zwróciłam się do św. Józefa przy zakupie przez nas stołu i krzeseł do domu. W krótkiej, ale z serca płynącej modlitwie powiedziałam  do św. Józefa: Ty byłeś  cieślą i najlepiej wiesz gdzie można kupić czy zamówić potrzebny nam stół. W niedługim czasie  znaleźliśmy zakład stolarski, gdzie zamówione przez nas meble spełniły nasze oczekiwania pod każdym względem. Podobnie oddałam Mu sprawę samochodu. Dosłownie po kilku dniach, mąż zadzwonił do mnie, że bardzo blisko  naszego bloku w którym mieszkamy, stoi  samochód do sprzedaży. Jeszcze  na dodatek serwisowany w zakładzie samochodowym  mojego znajomego i po konsultacji z nim  dokonaliśmy bardzo udanego zakupu. Dziękuję Ci św. Józefie.
                                                                                                                  Joasia.




Świadectwo z rekolekcji małżeńskich w Czarnej Sędziszowskiej

Na rekolekcje dla małżeństw trafiliśmy w czasie, kiedy małżeństwo nasze przeżywało głęboki kryzys. Błędy popełniane i powielane doprowadziły  do rozpadu więzi i braku zaufania w naszym małżeństwie. W tak trudnym momencie mąż znalazł w  internecie informacje o rekolekcjach dla małżeństw w Czarnej Sędziszowskiej organizowanych przez członków Ruchu Rodzin Nazaretańskich.
Czas tych rekolekcji przeżyliśmy bardzo. Głoszone konferencje na temat miłości i dialogu małżeńskiego o zagrożeniach, które czyhają na nas, pomogły nam odszukać w sobie miłość. Uroczyste odnowienie przysięgi małżeńskiej podczas Mszy świętej utwierdziło w nas jeszcze mocniej przekonanie, że dobry Bóg wskazał nam drogę i ścieżki na dalsze dni naszego wspólnego życia.
Bóg działa przez ludzi.  Spotkanie małżeństw i głoszone słowa przez księży na rekolekcjach zapoczątkowały nadzieję, że z  Bogiem przetrwamy kryzys i uratujemy nasze małżeństwo. 
Tak też się stało. Małgosia i Andrzej na zakończenie podarowali nam książeczkę z nowenną małżeńską, tym samym przedłużyli nasze rekolekcje. 
Po powrocie do domu podjęliśmy modlitwę nowenną małżeńską. Pierwszy raz w domu modliliśmy się wspólnie, uczyliśmy się rozmawiać o trudnych sprawach, które wymagały od nas zrozumienia i wysłuchania z miłością. 
Dzisiaj wiemy, że droga którą nas poprowadził Pan Bóg  była jedyna i  słuszna. Budujemy ponownie zaufanie do siebie. Dobry Bóg pozwolił nam na popełnianie błędów, ale nie zostawił nas samych. Był i jest z nami, tylko teraz po przeżytych rekolekcjach nasza miłość i nadzieja  jest silniejsza. 
Bogu dziękujemy za ludzi, których postawił na naszej drodze. Jesteśmy Mu wdzięczni za wskazanie dróg, które uratowały nasze małżeństwo. 
      Małżonkowie Bogusia i Krzysztof


„Czy spotkałaś Jezusa?" to pytanie zadał ks. Krzysztof na pierwszym spotkaniu. Były różne odpowiedzi, rożne świadectwa, np. Helenka spotkała Go w staruszce. A ja? Czy ja Jezusa znam? -  zadałam sobie dodatkowe pytanie. Jak znaleźć kogoś kogo się nie zna?
Dla mnie Jezus był, ale gdzieś daleko, jakby w innych przestrzeniach, odległych od ludzi, działający w innym czasie, do którego ja ze swą wątłą wiarą nie miałam przystępu. Nie dostrzegałam działania Jezusa: coś dobrego to było to dobro, które mi się należy, a zło, to zło konieczne.
Ks. Grzegorz na początku spotkań poruszył obecność Ducha Świętego, który wszystkim kieruje. Zaczęłam modlić się do Ducha Świętego i prosić Go o wsparcie.
Doświadczyłam, że nie chodzi  tylko o  spełnienie mojej prośby lecz o modlitwę, o czas spędzony w Obecności, o czekanie na łaskę, zaufanie i liczenie na Jezusa. Jezus chce, abym Go oczekiwała, prosiła, do Niego przychodziła, a reszta należy do Niego.
Kiedyś, kiedy przyszło  mi pójść w niedzielę na popołudniową Mszę świętą, to niedziela wydała mi się skróconą, bo myślałam, że „ jeszcze trzeba być na Mszy św.” Z czasem zrozumiałam, że ten czas oczekiwania może być błogosławiony. Jest wtedy czas, aby Jezusa uwielbić w ciągu dnia i zwrócić częściej myśli do Niego. Zrozumiałam, że mogę Go spotkać, kiedy wierzę Jemu i Jego słowu.
Bernadeta



Do trzech razy sztuka…

Nie tylko dlatego, że po trzech latach to piszę…

Prawie 10 lat temu, moja znajoma z pracy, zapewne widząc mnie w Kościele czasami w dni powszednie, zaproponowała mi wstąpienie do wspólnoty Rodzin Nazaretańskich. Jak to rodzin? Przecież jestem samotna! „  Nic nie szkodzi, tacy też są!”. Szybko się wykręciłam jakimś przysłowiowym „sianem”. Przecież to nie dla mnie, takie różańce, Drogi Krzyżowe, itd…

Owszem, kiedy byłam młoda, jeździłam na oazy, chodziłam na pielgrzymki, mam konsekrowanych znajomych, nawet najlepszą Przyjaciółkę, ale „wspólnota” natychmiast skojarzyła mi się z grupą starszych pań „ występujących” przy różnych okazjach. To nie dla mnie! Ja mam swój sposób na chwalenie Boga, raz bardziej, raz mniej w Niego wierzę, a raczej pewnie wierzę, ale czasem nie czuję… Tak, spowiadam się u stałych spowiedników ( dopóki nie opuszczą mojej parafii), bo to pomijając zaufanie – po prostu wygodne! Często chodzę w tygodniu na Mszę, bo pewnie lubię. I to wszystko!

Drugi raz, już dużo później, bo po paru latach – „ zaatakował” spowiednik. Już trzeci „ stały”. Zaproponował mi rekolekcje wakacyjne, ale przedtem, być może - poznanie wspólnoty…Rodzin Nazaretańskich! Znowu to? Wytłumaczył gdzie i kiedy się spotykają. Przed czwartkiem był wtorek. Spotkałam tą samą koleżankę, która przed laty proponowała poznanie tych ludzi. Przypadek???

Nie powiedziałam „tak”, ale w czwartek poszłam na Mszę. A potem…

Chyba musiało to wyglądać głupio, kiedy weszłam do „Klubu” , zobaczyłam ludzi ( o dziwo!) raczej w moim wieku i zapytałam tak „ z głupia frant”- czy mogę się z Nimi pomodlić! I pozwolili!

Dziś mam  przy sobie grono wypróbowanych, tych, którzy nie zawodzą, są naturalni, weseli, a co najważniejsze – mają w sobie ogromną siłę. Siłę wiary, nadziei i miłości. To nie frazes, to fakt. Uczę się, ciągle radośnie zdumiona, jak można pogodzić tak wiele pracy, z pomocą „już” , nawet wtedy kiedy to krzyżuje ich plany, z mądrą, konstruktywną krytyką ( nie mającą nic wspólnego z obmową), z głęboką modlitwą, która podnosi na duchu i  jest przede wszystkim a u t e n t y c z n a. Jednocześnie odkrywam w Nich pokłady szalonej, ( bywa!)  chęci do zabawy i wspólnego przeżywania przygód.

Mam dziś kierownika duchowego ( ze zdumieniem odkryłam, że to nie to samo co stały spowiednik!), któremu mogę z pełnym spokojem  i zaufaniem, powierzyć mozolną pracę, nad moją drogą do Pana. I Bogu dziękuję codziennie, za ten ogromny Dar.

Nie siedzę w domu, przeciwnie, jeżdżę po Polsce, odwiedzam moje współsiostry, bywa, że i one wpadną, mamy zajęcia, które wykonujemy razem. A ponad wszystko…

Zyskałam wielką pomoc: Cotygodniową adorację w mojej intencji. Ktoś modli się za mnie przed Najświętszym Sakramentem! Ja także modlę się za kogoś i przez to na mnie również, spływa łaska obecności blisko, przy samym Sercu Jezusa, przy Jego Tabernakulum. To bezcenny, niewymienialny na żadną „ walutę” kapitał! Bowiem, jak mówi mój ukochany święty: „ Frater qui adiuvatur a fratre, quasi civitas firma”! – Brat wspomagany przez brata, jest jak miasto obronne./Josemaria Escriva’/.

Jeszcze jedno: Bardzo długo w młodości, nie chodziłam do Kościoła. Musiało upłynąć wiele lat, zanim Pan, poprzez O. Bernarda, sercanina, dotarł , do mojego serca. Nietypowo, do tej pory dla mnie niezrozumiale. Bowiem przecież – „Przez Maryję – do Jezusa”! U mnie tak nie było. Ona – Matka, była jakby ukryta, jakbym Jej nie dostrzegała w moim życiu. To On i Jego Serce, to było ważne, najważniejsze. I nadal tak jest, oczywiście. Tylko, że Ona jawi się teraz, jako „Mamusia”. I proszę Ją – niech tak zostanie! To dlatego myślę- On tak chciał i przez Niego, trafiłam do Ruchu maryjnego!

Dziękuję! Chciałabym Każdemu i Wszystkim z osobna, ale to za długo by trwało! Dziękuje Janku, za Twoje słowa o Eucharystii, dzięki którym odkryłam Jej codzienną konieczność! Marysiu, za Twoje mądre, szczere rady i jednoczesne ciepło, Dorotko, za Twojego cichutkiego, wielkiego Ducha, Heniu za radość w sercu i na twarzy, Tobie Helenko, że „za uszy” wiedziona Bożą litością mnie przyprowadziłaś do tego grona, Wszystkim Wam dziękuję! Tobie zaś Ojcze, Kierowniku, po prostu – za wszystko!

Bogu Najwyższemu i Jego Matce Maryi, niech będą dzięki na wieki!

Gośka



Świadectwo z rekolekcji małżeńskich w Czarnej Sędziszowskiej.

Bardzo lubię określenie Matki Bożej jako Ulubienica Ducha Św. Kiedyś, wracając samochodem ze spowiedzi na której otrzymałam za pokutę odmówić Anioł Pański zaczęłam głębiej rozmyślać nad wszystkimi słowami tej modlitwy. Zaskoczyły mnie, bo odkryłam, że dotyczą się też mnie. Rozmyślałam, co robię z natchnieniami, które Duch Św. mi daje i czy naprawdę  chcę jak Maryja być jak służebnica ? Czy wierzę Słowu Bożemu?

O rekolekcjach dla małżeństw myślałam już od tamtego roku. W tym roku trochę, a może więcej niż trochę i częściej  przypominałam się Ks. Krzysztofowi z tym tematem .Cieszyłam się, że ks. Krzysztof  zgodził  się poprowadzić  rekolekcje. Został wybrany termin i Dom Rekolekcyjny w Czarnej Sędziszowskiej „ Kana”.
Ewangelia o weselu w Kanie Galilejskiej wiele mi pomogła. Przeczytałam, że Matka Boża już  BYŁA  na weselu, że zaproszono  Jezusa i Jego uczniów, że Maryja powiedziała do sług zróbcie wszystko cokolwiek powie  wam mój Syn.   
Zrobiłam wszystko co było w moich siłach: porozdawałam gdzie tylko  mogłam plakaty o rekolekcjach, napisałam o tym na ogólnopolską stronę RRN (ale nie opublikowali), zrobiłam nagranie dla radia Via, udostępniłam na Facebooku, zadzwoniłam osobiście do wielu małżeństw z zaproszeniem na to Boże dzieło. Oczywiście od dawna na spotkaniach modliliśmy się za wszystkich uczestników, kapłanów i organizatorów. Z mężem też polecaliśmy  te rekolekcje i nas samych Panu Bogu o  wypełnienie Jego woli. W ostatnim tygodniu przed rekolekcjami wiele było przygotowań przy których dużo pomógł mi mąż  i syn.
Na rekolekcje był przygotowany plan, jednak bardziej chciałam, aby był to plan Boga . Dlatego nie zdziwiło mnie, że już na początku było inaczej. Jednak  dla mnie i mojego męża najważniejsza, najpiękniejsza była Msza św. z  odnowieniem przyrzeczeń małżeńskich. Podczas  ponownego składania sobie przyrzeczeń małżeńskich staliśmy  wpatrzeni w siebie, mój mąż obejmował swoimi dłońmi moją prawą rękę, co dawało mi poczucie bliskości i bezpieczeństwa. Była to bardzo ważna chwila dla nas. Potem  jeszcze przez ręce ks. Krzysztofa Boże błogosławieństwo dla umocnienia  naszej  miłości małżeńskiej, miłości Jezusa w nas samych na każdy szary dzień. Jeszcze radość  we wspólnym świętowaniu razem ze wszystkimi małżeństwami  na uroczystej kolacji i zabawie. Naprawdę można było zobaczyć Królestwo Boże wśród nas. Żywą obecność Jezusa i Jego Matki. 
Tylko nie całe trzy dni, ale jakże bogate w przeżycia, czas Łaski Bożej wylanej w obfitości na nas samych i wszystkich uczestników. Tak wiele dobra od drugiego człowieka, wzajemnej chętnej współpracy i  pomocy. Piękny czas, który bardzo umocnił naszą relację małżeńską. Z  rekolekcji wróciliśmy trochę zmęczeni, ale bardzo radośni i szczęśliwi. Jakby świat był  dla nas inny i piękniejszy. A przecież to my byliśmy inni w swych sercach, przemienieni miłością  Jezusa. 
Za wszystko chwała Panu.!
A  wszystkich tych, którzy nie byli w tym roku na rekolekcjach zapraszam za rok .Gdzie i kiedy Bogu i Jego Matce wiadome.
Małgorzata

 

Wolny wybór

        Moja przygoda z Ruchem Rodzin Nazaretańskich trwa od dziecka. Na pierwszych rekolekcjach miałam dwa tygodnie. Rodzice zabierali mnie na każde wydarzenia wspólnotowe, w których chętnie uczestniczyłam. Wszyscy byli tam jedną, wielką rodziną. 
        Kiedy byłam starsza nikt mnie do niczego nie zmuszał, miałam wolną wolę. Mama ciągle zachęcała mnie do częstego uczestnictwa we Mszy św., spotkaniach dla dzieci, czego chwilami miałam już dość. Bóg nie był dla mnie najważniejszy. W Dębowcu na MSSM (Międzynarodowe Saletyńskie Spotkania Młodych) usłyszałam od kapłana, aby podziękować Jezusowi przede wszystkim za to co nie podoba mi się w sobie, w moim życiu, aby Mu to wszystko oddać. Chociaż nie byłam wtedy tego świadoma to czas tam spędzony był dla mnie wyjątkowy, ponieważ wszystko się wtedy zmieniło. Myślę, że Matka Boża upomniała się o mnie. Przywiązałam się do codziennych spotkań z żywym Jezusem i po powrocie zaczęłam codziennie uczestniczyć w Eucharystii. Różaniec stał się moim przyjacielem. Zaczęłam odkrywać czym tak naprawdę jest Sakrament Pokuty, zresztą nadal to robię. Rozpoczęłam swoje życie z Jezusem i Maryją, a także z Ruchem na nowo, nie dlatego, że tak trzeba, bo tak zostałam wychowana, ale dlatego, że tego chcę. 
        Jestem wdzięczna Bogu, że dał mi rodziców, którzy pokazali, że Bóg mnie kocha i czekali aż sama tę miłość odkryję. Dziękuję za wszystkich kapłanów oraz ludzi ze wspólnoty, których spotkałam i spotykam, dzięki którym wiem, że pustkę w moim sercu może wypełnić tylko Bóg, że najlepszą drogą do Chrystusa jest komunia z Maryją.
Mery



Rekolekcje

       
Jesienią ubiegłego roku powstało w moim sercu pragnienie, aby nasza wspólnota RRN zorganizowała rekolekcje dla małżeństw. Długo chodziłam z tym pragnieniem i zastanawiałam się nad nim. Po rozmowie ze spowiednikiem i za jego propozycją postanowiłam podzielić się moimi pragnieniami z osobami przełożonymi we wspólnocie. Dowiedziałam się, że to jest świetny pomysł. Od pomysłu trzeba było przejść do jego realizacji. Była już na to zgoda przełożonych i ks. Jana. Zaczęłam szukać kapłanów, którzy przyjęli by propozycję poprowadzenia takich rekolekcji. Propozycję  taką przyjął ks. Konrad Wójcik z Radomia podczas spotkania w Zwoleniu. Później po kilku rozmowach telefonicznych zgodził się na współpracę ks. Krzysztof z Kolbuszowej. Wybrany został też Dom Rekolekcyjny „Kana” w Czarnej Sędziszowskiej.
        Początkowo myślałam, że organizacją tego planu Bożego zajmie się para diecezjalna. Niestety nie było to możliwe. Do pomocy w organizowaniu rekolekcji zgodzili się Aldona i Tadziu Ochał. Moim małym zmartwieniem było brak kogoś muzycznego. Modliłam się i prosiłam Matkę Bożą, aby dała kogoś takiego. Pewnego dnia zadzwonił telefon i zgłosił się na rekolekcje Franiu z Lutczy – organista. Uradował mnie ogromnie. Na rekolekcje zgłosiło się łącznie z nami dziewięć par małżeńskich. Już kilka tygodni przed rekolekcjami na każdym spotkaniu wspólnotowym modliliśmy się o otwartość serc dla kapłanów, uczestników i organizatorów. Prosiłam też wiele osób o modlitwę w intencji rekolekcji.
        Tuż przed rekolekcjami trochę się bałam jak to będzie, czy poradzimy sobie z mężem organizacją tego planu Bożego. Mimo wszystko ufałam, że jeśli taka jest wola Boża to wszystko będzie dobrze. Tak też było. Matka Boża zadbała o wszystko. Ona przecież była na weselu w Kanie Galilejskiej. Zaprosiła odpowiednie osoby: Frania z Jolą, którzy posłużyli swoimi talentami muzycznymi; Tadziu z Aldoną, która ma zdolności artystyczne i pięknie przystroiła ołtarz i stół na uroczystą kolację; Miecia z żoną, który był naszym kościelnym i ministrantem. Wszyscy uczestnicy bardzo mnie zaskoczyli swoją otwartością, chęcią współpracy w  proponowanych pracach.
         Dużym, radosnym i wzruszającym przeżyciem było dla mnie i mojego męża odnowienie przyrzeczeń małżeńskich. Postawa mojego męża pokazała mi jak wiele jest w stanie zrobić  dla mnie z miłości. Czas rekolekcji małżeńskich był też czasem radosnego spotkania z innymi małżonkami, którzy dzielili się swoim doświadczeniem życiowym. A kapłani głoszonym Słowem Bożym, przypomnieli nam Kto tak naprawdę daje prawdziwą Miłość – Jezus Chrystus.
          Był to cudowny czas w którym Pan odnowił nasz sakramentalny związek małżeński. Po powrocie do domu inaczej patrzę na mojego męża. Nic się przecież nie zmienił, ale dla mnie jest inny  i moje serce też jest inne. Na nowo cieszymy się sobą. Bardziej o siebie dbamy i wzajemnie zabiegamy o wspólny czas bycia razem. Za ogrom łask, które Pan zesłał na nas i wszystkich uczestników rekolekcji niech Bogu będą dzięki. Chwała Panu.
  Małgorzata


 

  Nie płacz
Nie płacz. To tylko krzyż.
przecież tak trzeba
        Nie drżyj. To tylko miłość
        Jak rana w przylepce chleba
I ty jak zabawny kos
Co się kosowej spodziewa
           Łatwiej kiedy się nie wie
Zamyślił się anioł
chciał zabrać głos
lecz poszedł do nieba

                         Ks. J. Twardowski
     

Słowa tego wiersza  były dedykacją w książce „ Świadectwo” S. Dziwisza, którą otrzymałam od koleżanki na pielgrzymce RRN do Częstochowy, w przededniu wypadku samochodowego 22-letniego syna Dominika. Okazały się prorocze. Wspólnota modliła się, a Pan Bóg działał cuda. Przygotowywał nas na ten ostatni moment odejścia Dominika do wieczności.
       Ludzie, których spotkaliśmy daleko od domu, gdzie zdarzył się wypadek, po mszy św. podeszli do nas i zaproponowali pomoc. Potem pomocy doświadczyliśmy jeszcze jednej rodziny. Wszyscy oni należeli do wspólnoty RRN z Mławy, diecezji płockiej. Byli dla nas jak kochająca rodzina. Przez dziewięć dni (czas nowenny) modliliśmy się o cud, oczywiście z poddaniem się woli Bożej ( taką też wskazówkę otrzymaliśmy od kapłana, któremu zawdzięczamy w tym trudnym czasie duchową opiekę).
        Byłam przy śmierci swojego syna, w jednej ręce trzymałam różaniec i odmawiałam koronkę do  Bożego Miłosierdzia, a drugą ręką podtrzymywałam zapaloną świecę w dłoniach Dominika. Nigdy wcześniej nie przeżyłam w taki sposób tej dobrze znanej mi modlitwy. Byłam w niej zatopiona, jakby ona była najważniejsza. I kiedy nasz ukochany syn odszedł do Pana otrzymałam niezwykłą radość, największe szczęście, którego nie jestem w stanie opisać. Dzisiaj wiem, że sprawił to Jezus, bo przecież po ludzku to niemożliwe. Dzięki temu doświadczeniu nie poddałam się rozpaczy ani zwątpieniu.
        Dziękuję Panu Bogu za dar życia Dominka i za to, że w tych najcięższych chwilach On nas nie zostawił, ale wiernie towarzyszył, pomagał posyłając ludzi niby aniołów. Jemu i Jego Bolesnej Matce jestem za okazaną miłość bardzo wdzięczna. Jestem wdzięczna wszystkim, którzy w tych trudnych chwilach wspierali nas i jak ewangeliczny Samarytanin opiekowali się nami.
   Barbara                                 
               


Droga do nieba…


          Już kilkanaście lat jestem w RRN. Wcześniej byłam wraz z mężem w Kręgu Rodzin, ale kiedy krąg rozpadł się postanowiłam wziąć udział w spotkaniu RRN i tak jestem do dzisiaj. Mąż pozostaje sympatykiem.
Wspólnota jest dla mnie drugą rodziną. Wszystkie spotkania, rekolekcje, comiesięczne dni skupienia, opieka kapłana, wspólna modlitwa, adoracja Najświętszego Sakramentu są dla mnie łaską i balsamem dla duszy. To droga, która prowadzi mnie i moją rodzinę do nieba. Wspólnotę traktuję jako dar, prezent otrzymany od Matki Bożej i wdzięczność moja jest wielka. Najpierw wobec Boga, kapłanów i ludzi z RRN. Mogę zawsze liczyć na modlitwę, wsparcie, dobre słowo, rady kapłana, kierownika duchowego tak w radosnych jak i trudnych chwilach życia.
          Przekonałam się, że życie bez modlitwy jest puste. Człowiek potrzebuje wewnętrznej mobilizacji, którą może otrzymać będąc w grupie, ucząc się otwierać swoje serce na Boga i potrzeby bliźnich. Proszę Cię Maryjo, abyś upraszała mi u swego Syna „szaleństwo” wiary, wiary, która codziennie daje siłę do radości życia i podejmowania niełatwych decyzji.
Z Panem Bogiem!  
Danusia



Za przyczyną Ojca Pio

       
 Pewnego dnia koleżanka przyniosła mi do pracy gazetę, w której przeczytałam o ojcu Pio, o jego stygmatach i cudach. Przeczytałam też, że ojciec Pio założył we Włoszech grupy modlitewne dla ludzi świeckich, którzy spotykali się na wspólnej modlitwie. Był to 1987 rok i w Polsce nie słyszałam o takich grupach. Byłam tak zachwycona tymi grupami modlitewnymi, że zapragnęłam sama być w takiej wspólnocie. I tylko cicho westchnęłam „ Boże jak ja bardzo chciałabym być w takiej grupie” i zaraz też sobie odpowiedziałam „ To przecież niemożliwe,  gdybym mieszkała we Włoszech, albo choć w Warszawie  może  byłoby to realne, ale w takiej małej Kolbuszowej to przecież niemożliwe”. No i zapomniałam o tym wydarzeniu.
         Minął jakiś czas,  inna koleżanka przyszła do mnie i nieśmiało zaproponowała mi, abym udała się z nią wieczorem do znajomych, gdzie razem  spotykają się  i modlą. Nie  mówiła dużo, chciała żebym przyszła i zobaczyła. Poszłam i spodobały mi się spotkania, ale przeżywałam też rozterkę. W głowie pojawiały się różne myśli i wątpliwości. Czy powinnam chodzić, ponieważ mąż nie chciał bywać tam ze mną i dzieci były jeszcze małe, czy się do tego nadaję, czy nie wystarczy mi być tylko niedzielnym katolikiem? Gdy trwałam w takiej niepewności dowiedziałam się, że założycielem tego ruchu, a był to Ruch Rodzin Nazaretańskich jest ks. Tadeusz Dajczer  z Warszawy, który spotkał się z ojcem Pio i spowiadał się u niego. I wtedy przypomniałam sobie o gazecie, którą czytałam i o westchnieniu do Boga, by być w grupie modlitewnej.
          W tym momencie otworzyły się moje oczy i  serce na Boga, który odpowiedział na moje pragnienie. Byłam i jestem szczęśliwa, że Pan Bóg usłyszał to  cichutkie westchnienie i w takiej małej Kolbuszowej zebrał grupę osób i mnie do niej przyprowadził. Tu uczył mnie i wciąż uczy jak żyć Jego Bożą obecnością w mojej codzienności i  jak powierzać się Jego mocy i bezgranicznej miłości.
Dziękuję Ci Boże!   Henia

 
Odkryty skarb

       
 We wspólnocie RRN odkryłam inny świat, świat życia wewnętrznego. Spotkałam tu Boga żywego i prawdziwego, który jest Osobą realną, z którą mogę nawiązać kontakt, który mnie słyszy, odpowiada na moją modlitwę i pozwala się usłyszeć. Tutaj mogłam zgłębiać ten świat i zobaczyć jak wiele nie wiem, jak wiele ma mi Pan Bóg do powiedzenia, jak potrafi urzec własną Osobą i zaspokoić najskrytsze pragnienia. Pierwsze zetknięcie z tą grupą, pierwsze kontakty z osobami, pierwsze rozmowy z kapłanami ujawniły moją powierzchowną religijność, bardziej wynikającą z przywiązania do tradycji i wiary rodziców niż religię, którą żyję i co do której jestem przekonana.
         Dzisiaj po wielu latach dziękuję Bogu za tę wspólnotę, za to, że czuję Jego prowadzenie, że zbawienie moje i innych jest najważniejsze. Dziękuję za codzienną Eucharystię, za ukochanie modlitwy, za pragnienie adorowania Boga, za słowo Boże na każdy dzień, za Jego obecność w życiu moim i mojej rodziny. Dziękuję za wszystkich kapłanów, których na tej drodze spotkałam i spotykam, za znajomych w parafii, diecezji, Polsce i świecie, za to, że łączy nas Jezus Chrystus i Jego matka, Maryja.
         Doświadczyłam, że wiara ułatwia życie, leczy z lęków i obawy przed przyszłością, pomaga w relacjach międzyludzkich, a nade wszystko czyni człowieka wolnym i  szczęśliwym.
Bogu niech będą dzięki! 
Janina

 
Moja Wspólnota

       
W Ruchu Rodzin Nazaretańskich jestem od początku jego powstania. Wstępując do tej wspólnoty prawie nic o niej nie wiedziałam. W niedługim czasie dowiedziałam się, że jest to ruch Maryjny. Moja wiara była wówczas mniej niż letnia. Zaczęłam uczyć się modlitwy różańcowej, zawierzania wszystkich trosk i spraw Jezusowi przez ręce Matki Bożej i zdawania się na Jego wolę. Pewnym odkryciem było również i to, że mogę, a właściwie powinnam modlić się o świętość moją i moich najbliższych, która wcześniej wydawała mi się wręcz nieosiągalna i zarezerwowana tylko dla wybranych. Teraz wiem, że wystarczy tylko powiedzieć Bogu TAK, a On doskonale sobie poradzi z "całą resztą". Fascynowało mnie też to, że na spotkaniach można mówić otwarcie o Bogu, jako Kimś realnym, który żyje i działa, a nie jest jedynie abstrakcją. Dotarło do mnie, że nie muszę być kimś ważnym, czy zamożnym, by zasłużyć na Jego miłość, bo Jezus kocha mnie miłością bezwarunkową i codziennie przemienia się na ołtarzu oczekując mego przyjścia.
            Wielkim darem jaki otrzymałam jest także łaska kierownictwa duchowego oraz poznania wspaniałego kapłana jakim był ks. Tadeusz Dajczer - założyciel tego ruchu. Zawsze pełen miłości, cierpliwości uczył mnie dostrzegania Chrystusa w moim życiu, drugim człowieku i trwania w Jego Obecności w Komunii z Matką Bożą. Zachęcał mnie do codziennego uczestnictwa w Eucharystii. Tak wiele lat żyłam w nieświadomości, że Jezus czeka na mnie każdego dnia w Najświętszym Sakramencie, że pragnie przytulać mnie do Swego serca, przemieniać, uświęcać, uzdrawiać. Ode mnie tylko zależy czy zechcę otworzyć Mu moje serce i pozwolić by działał.
            Patrząc  wstecz widzę jak Pan powoli przemienia życie moje i moich najbliższych, co nie zawsze było i jest zgodne z moją wolą i moimi pragnieniami. Jednak ufam, że ze wszelkiego zła Jezus w swoim miłosierdziu wyprowadzi dobro. Pomimo wielu "sztormów i nawałnic" jakie dopadają mnie w życiu staram się trzymać kurs na Niebo. Mając jednak świadomość swej słabości i grzeszności pragnę oddać ten ster  w ręce Matki Bożej i prosić Ją, by szczęśliwie doholowała mnie do celu, abym nie utknęła na "mieliźnie grzechu", bądź rozbiła się o "skały" pychy, zarozumiałości i miłości własnej.     
             Mogę śmiało powiedzieć, że nie wyobrażam sobie innej drogi niż ta na której jestem, drogi niejednokrotnie pełnej kamieni i wybojów, ale też z ogromem Miłości Miłosiernej. Z całego serca jestem wdzięczna Bogu za ten Ruch, za kapłanów których postawił na mojej drodze oraz wszystkie osoby, które spotkałam. Trwanie w tej wspólnocie jest dla mnie wielkim i niezasłużonym darem, który otrzymałam z Nieba w prezencie.
            Dziękuję Ci Panie za ten Ruch i proszę byś trzymał mnie mocno w swoich ramionach, abym już nigdy nie mogła z nich uciec.
Teresa


Rekolekcje Ruchu Rodzin Nazaretańskich

             W RRN jestem prawie od dwóch lat dzięki Bożej Opatrzności, która prowadzi mnie przez życie tak jak prowadzi każdego człowieka. Pewnego kwietniowego dnia jadąc do córki do Paryża poznałam osobę, która jechała w tym samym kierunku. W czasie rozmowy okazało się, że mieszkamy w sąsiednich parafiach. Zwierzyłam się jej, że bardzo chciałabym pojechać na rekolekcje, aby pogłębić i umocnić swoją wiarę, a także zbliżyć się bardziej do Pana Boga. Czytając książki, prasę religijną i  słuchając Radia Maryja zrozumiałam, że przez rekolekcje może zostać spełnione moje pragnienie. Nowo poznana osoba dała  świadectwo swojej przynależności do RRN i powiedziała, że w tej wspólnocie organizują letnie rekolekcje dla rodzin. Od razu powiedziałam – tak.
             W czasie wakacji uczestniczyłam w rekolekcjach RRN w Tenczynie ze wspólnotą diecezji rzeszowskiej. Były dla mnie prawdziwą ucztą duchową i wielkim przeżyciem. Jestem wdzięczna Panu Bogu, że tak zatroszczył się o mnie i nie czułam się obco wśród nieznanych ludzi. Wróciłam ubogacona duchowo i fizycznie, szczęśliwa, że ziściło się moje marzenie, które w sercu nosiłam od lat.
             Myślałam, że moja duchowa przygoda na tym się zakończy, ale stało się inaczej. Zostałam zaproszona na spotkania RRN w Kolbuszowej. Miałam wielkie obawy, że jestem z innej parafii, a nawet diecezji, myślałam „ nie będę umiała się tam odnaleźć”. W duchu chciałam być w tej wspólnocie i bardzo ucieszyłam się z zaproszenia. Cieszę się z każdej wspólnej Eucharystii, modlitwy różańcowej czy adoracji Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Cotygodniowe spotkania są dla mnie wielką łaską. Ubogacają mnie rozważania, wypowiedzi i świadectwa osób uczestniczących w spotkaniu. Jestem przekonana, że modlitwa wspólnotowa jest bardzo ważna, po prostu cały czas ją czuję. Wiem, że moje uczestnictwo jest jeszcze marne, ale mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej, z Bożą pomocą.
            Dzięki tej formacji mogę pogłębiać swoją wiarę, wzrastać w niej, poznawać  miłość  Boga i kochać  ludzi, po prostu żyć po chrześcijańsku. Uczę się  na wzór Maryi z Nazaretu, naszej najlepszej Matki.
Szczęść Boże! 
Stasia